Wymagająca – przede wszystkim od siebie (ale nie mniej od innych), skupiona na celu i szczegółach, silna i jednocześnie niezwykle kobieca. Po kilkunastomiesięcznej przerwie w znakomitym stylu wróciła na ring. Iwona Nieroda-Zdziebko jedna z najlepszych zawodniczek w historii polskiego kickboxingu.

Iwona jak długo trenujesz kickboxing?

Swoją przygodę z kickboxingiem rozpoczęłam w 2003 roku, więc to już ponad 18 lat romansu z tym sportem.

Wydaje mi się, że Twoja dyscyplina jest w Polsce mało znana. Trochę niedostrzegana, zwłaszcza wśród kobiet.

Na przestrzeni chociażby ostatnich 10 lat w których jestem w tym sporcie kickboxing bardzo się rozwinął, a liczba osób, które zaczęły uprawiać ten sport znacznie wzrosła. Przyczyniło się to do popularyzacji kickboxingu, jednak w Polsce nadal tak wiele osób (ciągle zbyt wiele) nie ma pojęcia czym on tak naprawdę jest. Minusem jest także to, że nie jesteśmy pokazywani na co dzień w telewizji, co także popularyzacji naszej dyscypliny nie pomaga, a mamy naprawdę znakomitych kickboxerów. Są jak artyści, szermierze, niemalże perfekcyjni. To zupełnie inny poziom sportu, wymiar znacznie większy i piękniejszy dla oka niż… I tutaj nie dokończę by nie urazić ludzi, którzy trenują kilka miesięcy tylko w jednym celu – „fejmu” i pieniędzy.

Jeśli chodzi o kobiety to ilość Pań trenujących kickboxing jest naprawdę spora. Nie mówię tutaj o trenowaniu wyłącznie dla wyników sportowych i chęci startowania w zawodach. Są to w dużej mierze także pobudki dotyczące chęci budowania pewności siebie, poczucia siły czy kontroli. Mam także wrażenie, że niektóre kobiety są już w pewnym stopniu znużone typowymi zajęciami grupowymi dlatego przychodzą na zajęcia z kickboxingu.

Dlaczego Ty zaczęłaś trenować właśnie ten sport?

W zupełności przez przypadek, a w zasadzie przez brak alternatyw. W mojej rodzinnej miejscowości odbywały się jedynie treningi piłki nożnej i kickboxingu. Miałam to szczęście, że mój nauczyciel wychowania fizycznego Jerzy Pilarz utworzył w Pstrągowej klub kickboxingu i zaprosił mnie na pierwszy trening. Dostrzegał, że mam w sobie potencjał i mogę coś osiągnąć w tym sporcie. Nie mylił się… kickboxing szybko stał się moją drogą.

Drogą do czego?

Do czegoś wielkiego. Od kiedy pamiętam towarzyszyło mi takie poczucie, że chciałabym osiągnąć coś więcej. Mieszkałam w małej miejscowości, chodziłam do wiejskiej szkoły, w domu się nie przelewało, nie byliśmy bogatą rodziną. Rodzice prowadzą gospodarstwo rolne, więc tym samym i ja nie miałam aż tak beztroskiego dzieciństwa, bo oprócz nauki i zabawy były także przeróżne obowiązki. Od zawsze jednak wiedziałam, że chce się wybić ponad przeciętność i z perspektywy czasu zrobiłam to. Spełniłam swoje (na przeszły moment) „małe – wielkie” marzenia, poczułam wielką miłość, zakochałam się i żyję tą miłością do dziś.

Jakim byłaś dzieckiem?

Emocjonalnym, bardzo wrażliwym, trochę raptownym, ale z drugiej też strony strasznie wstydliwym. Tak sobie nie raz myślę, że treningi były dla mnie czymś dobrym. Z jednej strony mogłam się wyładować, z drugiej nabierałam pewności siebie. Po 31 latach życia dużo mi z tego dziecka zostało, ale niewątpliwie już nie jestem taka wstydliwa (śmiech). Czuję się także silną kobietą!

Treningi były dla Ciebie formą odskoczni od codzienności?

Oczywiście. Dzięki treningom mogłam się wykręcić od różnych obowiązków dnia codziennego, no i rozładować ogrom energii oraz napięcia, które we mnie były. Uważam, że każdy sport, nieważne czy kickboxing czy balet jest swego rodzaju odskocznią od życia codziennego. Samo wejście na salę i rozpoczęcie treningu daje Ci szansę zapomnienia choć na chwilę o tym co czeka Cię poza nią.

No dobrze ale trening jest formą rozładowania, zawody – na odwrót budowania napięcia. Co więcej zawody nie zawsze się wygrywa…

Lubię rywalizować, kocham to robić i kocham wygrywać. Zresztą kto nie lubi?! Od dziecka to we mnie było, ta ogromna chęć rywalizacji. Dla małego przykładu – pamiętam, jak rzucaliśmy piłką z tatą, a ja za każdym razem chciałam pokazać, że jestem lepsza, mimo, iż wcale nie byłam. Nie ważne co by to było – zawsze chciałam rywalizować i zawsze chciałam być we wszystkim najlepsza. Nie tylko w sporcie, ale np. także w nauce. Świadczyły o tym wysokie oceny. Pamiętam też sytuację z dzieciństwa, kiedy to w wakacje pojechałam na Śląsk do mojej rodziny. Grałam wtedy w warcaby z kuzynem i kiedy z nim przegrywałam potrafiłam się rozpłakać ze złości więc trzeba było kolejny raz rozegrać partię, żebym tylko mogła udowodnić, że to ja będę lepsza tym razem. Wiadomo, to że zawsze chce wygrywać nie oznacza, że tak się dzieje za każdym razem. Kiedyś nie umiałam pogodzić się z porażką. Dziś już jest inaczej. Nauczyłam się tego, ale był to proces długi. Ja zawsze lubiłam, lubię i będę lubić wygrywać. Tak samo jak czuć adrenalinę i rywalizować.

…a teraz?

Po urodzeniu mojej córeczki trochę rzeczy się u mnie pozmieniało, ale to nie znaczy, że przestałam lubić adrenalinę i te emocje związane z rywalizacją sportową. Wiele osób myśli, że jak zostajesz matką musisz się „uspokoić” i „siąść sobie na tyłku”. Ja myślę inaczej. Uważam, że jak matka jest szczęśliwa to w dużym stopniu udziela się to także dziecku. Oczywiście nie mam tutaj na myśli żadnych skrajności i nie przemawia przeze mnie czysty egoizm bo kocham swoje dziecko i nie chciałabym zrobić mu krzywdy. Priorytety się zmieniły, ale nie jest tak, że przemeblowałam 100% swojego dotychczasowego życia bo zaszłam w ciążę i zostałam mamą. Przez dziewięć miesięcy oczekiwania na swoją córeczkę trenowałam i robiłam wszystko, żeby być wspaniałą, piękną i szczęśliwą mamą oraz sportowcem na wysokim poziomie. Bo kto powiedział, że musisz się dostosować do jakiegoś określonego modelu mamy? Spójrzmy na Justynę Kowalczyk, Natashę Hastings czy inne sportowe mamy, które realizują się zawodowo i u których macierzyństwo nie zmieniło tak wiele.

Czy to nie jest trochę tak, że chcesz sama sobie udowodnić, że do tej pory dawałaś sobie świetnie ze wszystkim rade to teraz też dasz. Pogodzić macierzyństwo ze sportem?

Na pewno. Chce to udowodnić przede wszystkim sobie oraz także tym wszystkim niedowiarkom, którym wydaje się, że się nie da oraz tym, którzy wręcz cieszyliby się z mojego odejścia na sportową emerytuję.

To jest Twoja forma samorealizacji i narzucony własny rygor?

Wielu ludzi powiedziało mi, że po urodzeniu dziecka, będąc matką,  już nie wrócę do sportu bo będzie mi zwyczajnie zbyt ciężko. Że jeśli wrócę, to co najmniej za dwa, trzy lata, ale już nigdy nie wejdę na określony, wysoki poziom. Takie słowa we mnie wzbudziły tylko myśli typu: „to ja Ci udowodnię i pokaże jak bardzo się mylisz”. Zawsze tak miałam. Negatywne słowa też są dla mnie motywacją i to może nawet większą niż te dobre.

Motywują Cię wyzwania?

Negatywne rzeczy mnie uskrzydlają, budzą we mnie chęć udowodnienia, że sobie poradzę. Opowiem Ci pewną sytuację, taką anegdotę…

Kiedyś piłam sporo herbaty, którą dużo słodziłam i na pewnych zawodach sportowych mój trener zwrócił na to uwagę i powiedział: „Iwona ile Ty słodzisz?”, (a słodziłam prawie 3 łyżeczki). Bez chwili zastanowienia odpowiedziałam mu, że mogę tej herbaty nie słodzić w ogóle. Wiesz co on na to odpowiedział?! Że nie dam rady! I od tamtego momentu już nigdy nie posłodziłam herbaty, a minęło już kilkanaście dobrych lat.

Jesteś uparta czy konsekwentna?

Oj bardzo! Uparta jak osioł i to taki nie byle jaki osioł. Konsekwentna? Jestem, albo inaczej – staram się być. Nie jestem ideałem i nad tym to jeszcze muszę popracować.

Jaka była Twoja droga do kadry? Jak to się u Ciebie odbywało?

Od momentu rozpoczęcia treningów dość szybko doszłam do poziomu, który pozwolił mi startować w zawodach. Trener znał mnie ze szkoły, więc wiedział na co mnie stać – jakie są moje możliwości. Na początku mojej sportowej drogi miałam problemy z podbiciem badań lekarskich (nie ze względu na to, że coś było z moim zdrowiem nie tak. Chodziło bardziej o „widzi mi się” lekarza), ale mimo to  trenowałam z założeniem, że prędzej czy później uda mi się wystartować w zawodach. I tak się stało. Pierwszy start zaliczyłam w 2005 roku, a dwa lata później byłam już zawodniczką Kadry Narodowej.

Pamiętasz swoje pierwsze ważniejsze zawody?

W 2005 roku wystartowałam w Mistrzostwach Polski Juniorów Młodszych w Muszynie, podczas których wywalczyłam I miejsce w formule semi-contact oraz I miejsce w formule light-contact (jeszcze wtedy były to zawody dla mojej kategorii – na macie). To rozbudziło mój „apetyt” na więcej.

Co było momentem przełomowym w Twojej karierze sportowej?

W 2008 roku wygrałam kolejne Mistrzostwa Polski (tym razem w ringu)więc trenerzy wiedzieli już, że jestem zawodniczką, która „trzyma” poziom sportowy. To był ostatni rok juniorski i właśnie wtedy dostałam szansę wyjazdu na zawody międzynarodowe. Pojechałam na Mistrzostwa Świata i je wygrałam. Bardzo miło wspominam ten turniej, ponieważ w walce półfinałowej i finałowej pokonałam reprezentantki Rosji. To zdecydowanie był taki przełomowy moment w mojej karierze sportowej. Moje nazwisko zaczęło być zapamiętywane, zwracało uwagę ale wiadomo, że junior jeszcze nie jest seniorem (w środowisku juniorów byłam znaczącym zawodnikiem, w seniorskim – rokującym). Rok później przeszłam do kategorii seniorskiej i wygrałam Mistrzostwa Polski Seniorów Full Contact co dało mi przepustkę do Kadry Narodowej Seniorów.

Twoje marzenia powoli stawały się rzeczywistością, ale to też wybory, czasem trudne. Doświadczyłaś tego?

Tak. Wspomniany start w mistrzostwach Polski Seniorów w 2009 roku postawił mnie przed trudnym wyborem. Pamiętam to doskonale bo turniej przypadał na weekend, podczas którego moja siostra wychodziła za mąż. Miałam być świadkiem na jej ślubie, ale zawody, na ten czas, były dla mnie tak ważne, że poprosiłam ją aby ktoś inny mnie w tej roli zastąpił.

Jakie emocje Ci wtedy towarzyszyły?

Skupienie na celu. Walczyłam wtedy w formule full contat (podczas swojej kariery przechodziłam przez różne formuły walki kickboxingu). Miałam do stoczenia wtedy pięć walk – to było naprawdę bardzo dużo jak na dwa dni turnieju. Wygrałam wtedy te mistrzostwa. Po nich trener kadry seniorów zaprosił mnie na zgrupowanie, a ja – młoda zawodniczka, pierwszy rok w seniorach, byłam na zgrupowaniu ale na mistrzostwa międzynarodowe jeszcze nie pojechałam. Rok później doczekałam się udziału w Mistrzostwach Europy w Atenach, podczas których wywalczyłam srebrny medal. Ten wynik zaznaczył moją pozycję w kadrze. Stoczyłam kilka naprawdę mocnych walk. Przegrałam jedynie z aktualną, wielokrotną mistrzynią Świata.

Jak dalej tworzyła się Twoja historia?

Bardzo chciałam spróbować formuły low kick (jest to prawie najcięższa formuła walki kickboxingu, zaraz po K-1 Rules) gdzie oprócz klasycznych kopnięć powyżej pasa kopie się także piszczelem na udo przeciwnika. Będąc już członkiem kadry full contact pojechałam na Mistrzostwa Polski w low kick’u. Przywiozłam z nich złoty medal i chęć dalszej walki, ale już w tych najtwardszych formułach. W pierwszym roku po zdobyciu mistrzostwa Polski nie pojechałam na międzynarodowe zawody, ale w kolejnym kiedy sytuacja się powtórzyła już tak. Pojechałam na Mistrzostwa Świata w 2011 roku. Wygrałam je i tym samy „zagrzałam” w kadrze swoje miejsce, zostając w niej praktycznie do teraz z wyłączeniem 2020 roku kiedy to byłam na małym urlopie „ciążowym”. Moja droga nie była najłatwiejsza. Cały czas musiałam udowadniać, że nie jestem w kadrze z przypadku.

Używasz takiego sformułowania, że to jest sport gdzie „się bije”?

Tak, ale tylko wtedy gdy rozmawiam z dorosła, świadomą osobą, która wie czym jest kickboxing. Kiedy prowadzę zajęcia dla dzieci i słyszę, że na treningu będziemy się bić to jakoś strasznie „kuje mnie to w uszy”. Uczę dzieci, że kickboxing to sport walki, a nie bójka. My się nie bijemy, my walczymy, a to subtelna, aczkolwiek ogromna różnica.

Czym to się różni?

Walczysz używając techniki, przestrzegając zasad i reguł. Aby stoczyć walkę na sportowym poziomie trzeba trenować i znać zasady, które obowiązują zarówno Ciebie jak i twojego przeciwnika. Bójka to zupełnie coś innego. Bić możesz się na ulicy, a w ringu czy na macie podejmujesz walkę.

Ten sport boli?

Czasem boli, ale powiedz mi jaki sport nie jest bolesny? Lekkoatleci też cierpią tylko w inny sposób. Kickboxing boli zarówno fizycznie jak i psychicznie, ale fizycznie może nie boleć, aż tak bardzo, jeśli wypracujesz sobie odpowiedni poziom i technikę walki oraz technikę obrony. I jak się może wydawać każdemu człowiekowi, który patrzy na kickboxerską walkę, że boli tylko tego, który te ciosy czy kopnięcia przyjmuje, a tak nie jest. Uderzający czy kopiący też taki ból odczuwać może i nie raz odczuwa. Wiadomo, że nie jest miło dostać celny cios na twarz bo przede wszystkim jako widzowie skupiamy się na głowie, ale piszczele, piąstki, stopy czy obite uda też bolą i to bolą nie tylko przyjmującego ale i uderzającego nie raz także.

Zdarzyło Ci się dostać mocny cios… taki, który pamiętasz do dziś?

Jakiegoś szczególnego ciosu nie pamiętam. Przynajmniej nie przychodzi mi na myśl żaden otrzymany na zawodach, ale pamiętam pewien sparing z kolegą z Kadry Eliaszem Jankowskim (Eliaszko pozdrawiam Cię serdecznie), który trwał z małymi przerwami dość długo i wtedy dostałam „sromotny oklep”. Należałoby tu użyć bardziej potocznego określenia, ale w wywiadzie nie przystoi przeklinać. Co do kontuzji to wspomnę, ze dwa razy miałam złamany nos, ale nie boli on tak jak np. obity piszczel czy stopa.

Jaki był tak Twój najtrudniejszy moment. Walka, która Cie podłamała? Fizycznie Cie wykończyła?

To był 2013 rok, gdzie w ogóle odechciało mi się trenować kickboxing. Chciałam zrezygnować. Zerwać z tym sportem.

Dlaczego?

Sportowo z wieku juniorskiego płynnie i sprawnie przeszłam do seniorskiego jeśli chodzi o sukcesy sportowe. Będąc bardzo młodą „seniorką” szybko doszłam na sam szczyt. Zdobyłam najważniejsze tytuły jakie można zdobyć w tym sporcie – po kolei mistrzostwo Świata w 2011 roku, mistrzostwo Europy w 2012 roku oraz tytuł Zawodowej Mistrzyni Świata początkiem 2013 roku. W konsekwencji każdy ode mnie oczekiwał, że jak pojadę na jakiekolwiek zawody to je wygram. No i przyszedł październik 2013 roku, kiedy to pojechałam do Brazylii na Mistrzostwa Świata seniorów Low Kick jako już aktualna mistrzyni Świata broniąca tytułu i jeden z „pewniaków” w Polskiej Kadrze na złoty medal. Mieliśmy wtedy bardzo mocną kadrę. Przyjechaliśmy na sam koniec ważenia (wiadomo, oszczędności). Nie było czasu na aklimatyzację i ja te mistrzostwa po prostu przegrałam. Zawaliłam walkę o medal. Prowadziłam przez pierwsze dwie rundy, a w trzeciej się posypało i nie byłam już w stanie „dowieźć” tego zwycięstwa do końca walki. W ostatnich sekundach straciłam ten punkt przewagi, który miałam nad swoją przeciwniczką i przegrałam. W dodatku z dziewczyną, którą rok wcześniej podczas Mistrzostw Europy znokautowałam w walce finale.

Wtedy pojawiły się głosy: „Nieroda… najlepsza, najmocniejsza przegrała?”. Dla wszystkich to był szok. Tym bardziej, że wszystkie dziewczyny, które były wraz ze mną w Kadrze low kick zdobyły wtedy złote medale (Pozdrawiam Was – Sandra, Kinga i Róża). I choć bardzo cieszyłam się z ich sukcesu to z drugiej strony mnie to dobijało. Czułam, że strasznie nawaliłam. Zawiodłam siebie, trenerów, bliskich, znajomych. Było to dla mnie konkretne zderzenie „twarzy z betonem”. Do tego zaczęły się debaty, dyskusje czy się przypadkiem nie wypaliłam, czy warto dalej we mnie inwestować?! Padły stwierdzenia, że jestem sezonową zawodniczką. Bolało. Nawet nie to co mówili inni, jak chyba najbardziej fakt, że zawiodłam samą siebie. Miałam wtedy taki moment, że stwierdziłam, że nie nadaje się do niczego. Czułam się bezwartościową, beznadziejną zawodniczką. Przez miesiąc w ogóle nie pojawiłam się na treningach. Musiałam to sama przetrawić.

Jak zareagował Twój trener?

Powiedział odpocznij, nie przychodź. Faktycznie przestałam przychodzić, ale robiłam inne rzeczy. Codzienne bieganie trochę pomogło mi poukładać myśli. Uświadomiłam sobie, że chce wrócić do kickboxingu, że jednak to kocham i chce to robić. No i oczywiście chciałam pokazać tym wszystkim ludziom, którzy mówili o mnie i o moim nieudanym występie w Brazylii różne niemiłe rzeczy, że jeszcze im pokażę kto tu jest mistrzynią. Nie przemawiał przeze mnie wtedy egoizm, ale sportowa złość.

Czasem separacja bywa najlepszym lekarstwem…

Zdecydowanie tak. To był dla mnie naprawdę bardzo ciężki okres ale powoli się pozbierałam, obiecałam sobie, że jak wrócę to na kolejnych Mistrzostwach Świata zdobędę złoto. Było ciężko, cały okres przygotowań był bardzo trudny ale zrobiłam to! Rozumiesz?! Po raz kolejny, tym razem w Serbii zdobyłam tytuł Mistrzyni Świata. Odbudowałam się. Wróciłam.

Teraz nie ważne co by się stało, już mam zupełnie inne podejście, nie tylko do zawodów. Uważam, że czasem takie upadki są potrzebne. Mi taki upadek był potrzebny. Dał mi dużo i nauczył mnie dużo.

A dziś? Jak dziś wygląda Twoje życie? Twoja córka niedawno skończyła rok, Ty wróciłaś na ring…

Moje życie obecnie jest hardcorowe, ale hardcorowo poukładane, rutynowe i w pewien sposób spokojne, co wiem, że się wyklucza, ale tak jest.  Aktualnie dużo się dzieje. Ten rok będzie, a w zasadzie już jest rokiem wielu zmian. Cieszę się urokami macierzyństwa. Mam wspaniałą, pełną życia córeczkę, która jak mały bolid formuły 1 biega po domu. Jest moim małym cudem. Do tego wróciłam na ring i to w jakim stylu. Zmieniłam kategorię wagową na niższą co wiązało się z naprawdę rygorystyczną dietą. Żeby uświadomić Was jak było konkretnie pomyślcie, że schodziłam do wagi którą ostatnio mój organizm pamiętał będąc organizmem nastolatki. Zawsze startowałam w kategorii wagowej do -56 kg. W tym sezonie zeszłam do -52 kg. Ostatnio ważyłam tyle w 2005 roku, czyli 16 lat temu. I zrobiłam to po ciąży. Niespełna siedem miesięcy po porodzie cesarskim cięciem.

Zapytacie dlaczego? A dlatego żeby uzyskać kwalifikacje na Światowe Igrzyska The World Games, które mają odbyć się w 2022 roku w USA. Zmieniłam także formułę walki z low kick na K-1 Rules z tego samego powodu. Pierwszy raz na międzynarodowych zawodach wystąpiłam w tej formule oczywiście wcześniej wygrywając mistrzostwa Polski. Końcem maja zostałam mistrzynią Polski Low Kick, a w czerwcu mistrzynią kraju K-1 Rules. W październiku wystartowałam w mistrzostwach globu, w kategorii, która była najliczniej obsadzoną kategorią podczas mistrzostw Świata. We Włoszech stoczyłam łącznie cztery walki, przegrywając tylko jedną. Zdobyłam brązowy medal oraz kwalifikację do The World Games 2022. Zrobiłam to jako jedna z trzech zawodników polskiej Kadry. Jestem z siebie cholernie dumna i muszę powiedzieć to głośno. Przygotowania do sezonu, nadmiar obowiązków oraz presja były chwilami cholernie męczące, ale dałam rady. Stara Nieroda, ale młoda mamuśka po prostu zrobiła to. Na przekór wszystkiemu i wszystkim!

rozmawiała: S.W.

fotografia: I.NZ.

Na treningi kickboxingu pod okiem Iwona Nieroda

zapraszamy do Athletic House Rzeszów